Cena pojednania*
TV - Program z 27.04.2008 (Nr. 780) - Pastor Wolfgang Wegert
Kazanie: "On tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą" (2 Koryntian 5,19+21)
Po tym, jak tylko fundamentalnie rozmawialiśmy o dziele pojednania Chrystusa, chciejmy zająć się ceną, którą Chrystus zapłacił, aby nas pojednać z Ojcem. W czym tkwi ta cena, jakie było cierpienie Jego ceny pojednania?
Jego życie
Cierpienie Jezusa rozpoczęło się już od stania się człowiekiem. On przyszedł ze wspaniałości Nieba na świat grzechu i podłości. Jako małe dziecko musiał cierpieć biedę i znosić prześladowanie. Także doświadczenie z diabłem nie było mu oszczędzone: "doświadczonego we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu" (Hebrajczyków 4, 15). Cierpienia naszego Pana nie rozpoczęły się od krzyża, lecz cała Jego droga, tam gdzie był, była jedną walką. On miał do czynienia z oszczerstwem, sprzeciwem, z wątpliwością i niewiarą. Tak - nienawiść i wrogość były mu okazywane z każdej strony. Dlatego już Izajasz streścił jak wyglądała biografia Jezusa tu, na ziemi: "Wzgardzony był i opuszczony przez ludzi, mąż boleści, doświadczony w cierpieniu jak ten, przed którym zakrywa się twarz, wzgardzony tak, że nie zważaliśmy na niego" (Izajasz 53, 3). Dlaczego Król Jezus pozwolił sobie na coś takiego? Dlaczego zostawił przepych niebiańskiego Jeruzalem? Jego niedostatek i pogardliwe życie były częścią ceny dla naszego pojednania z Ojcem.
Torturowanie i ból krzyża
Dalszą częścią ceny był cielesny ból, tortury i cierpienie Jezusa. Jego cierpienie stawało się intensywniejsze, im bardziej zbliżał się do krzyża. Już dzień wcześniej staczał ciężką walkę przed śmiercią będąc zatrwożony i zasmucony: "Smętna jest dusza moja aż do śmierci" (Mateusz 26, 38).
Strona 2
Wiemy, że Jezus przez tortury i na końcu przez ukrzyżowanie cierpiał bardzo straszne bóle. Medycyna może lepiej wyjaśnić, co to oznacza, jak ciężar ciała dorosłego człowieka wisi tylko na gwoździach, wbitych w ręce iw nogi. Czytałem, że ciało tak zsuwa się w dół, że płuca zostają ściśnięte i następuje śmiertelne uduszenie. Umierający próbuje nie poddawać się temu i posuwa się nogami na palu wyżej, żeby otrzymać znowu powietrze. To natomiast oznacza straszne bóle i rozdzieranie nóg przez bolce. Do tego przychodzi gorączka i pragnienie. Tak cierpiał nasz Zbawiciel jakiś czas i męczył się w walce ze śmiercią - i to jako ceną za nasze grzechy.
Noszenie ludzkich grzechów
Jeszcze bardziej przerażające niż fizyczne bóle było psychiczne cierpienie Jezusa, ponieważ Jego dusza niosła nasze grzechy. My, jako chrześcijanie wiemy, jak nas może zgnębić nasz osobisty grzech. Jak Duch Święty prowadzi ludzi do prawdziwego poznania grzechu, wtedy cierpią oni w swej duszy. Jak często ja z powodu własnej winy i mojego zawiedzenia jestem temu bliski. Jeśli pomyślimy o tym, co wyrządziliśmy, wtedy chce się do nas zbliżyć ciężar depresji. I czym bliżej żyjemy z Jezusem, tym jesteśmy bardziej wyczuleni na działanie Ducha Świętego, dlatego czujemy większy ból, jeśli upadniemy w grzech. Wierzę, że wszystkie dzieci Boże mogą opowiedzieć o tej nieznośnej presji obciążonego sumienia. Przedstawcie, więc sobie, jaką duszewną presję i jaką piekielną depresję przeżył nasz Zbawiciel, gdy został obciążony grzechami milionów ludzi, którzy mają być uratowani. Jego czysta dusza została obładowana całą hańbą, przed którą wewnątrz istnienia otrzymał głęboki wstręt. To, czego Jego serce nienawidzi i czego się brzydzi, tym został obficie zasypany i musiał to dźwigać. Biblia opisuje to tak: "Pan jego dotknął karą za winę nas wszystkich" (Izajasz 53, 6). A trochę dalej jest powiedziane: "On to poniósł grzech wielu i wstawił się za przestępcami" (wiersz 12). Ap. Paweł przynosi nam podstawy nauki Ewangelii bliżej, jak pisze, że Bóg swojego syna: "za nas grzechem uczynił" (2 Koryntian 5, 21). Jeszcze inaczej wyraża tą prawdę List do Galacjan: "Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu, stawszy się za nas przekleństwem, gdyż napisano: Przeklęty każdy, który zawisł na drzewie" (Galacjan 3, 13). Przekleństwo grzechu należało do nas, ale Jezus wziął je na siebie. To oznacza, że tak jak grzech Adama został nam zaliczony, tak go Bóg zaliczył tylko Panu Jezusowi. I dlatego Ewangelia nazywa się wspaniałą nowiną: "Lecz on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni" (Izajasz 53, 5).
Opuszczenie Pana
Ale jest jeszcze inna cena, którą Pan musiał zapłacić dla naszego pojednania. Było to Jego opuszczenie, które musiał doświadczyć w cierpieniu. On nie cierpiał tylko z powodu bólu w swym ciele i z powodu okropnego zła, które Jego dusza musiała na siebie zabrać, lecz bolało Go to, że musiał sam pójść tą drogą. W ogrodzie Getsemane prosił swoich najbliższych uczniów, zatrzymując ich: "Smętna jest dusza moja aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie" (Marek 14, 34). Czy nie przeżyliśmy kiedyś tego, że wierzyliśmy, iż możemy polegać na naszych przyjaciołach? A jak byli nam najbardziej potrzebni - odeszli. O Jezusie jest powiedziane: "umiłowawszy swoich, którzy byli na świecie, umiłował ich aż do końca" (Jan 13, 1). Ale o tych umiłowanych czytamy w gorzkiej godzinie Jezusa: "Wtedy wszyscy uczniowie go opuścili i uciekli" (Mateusz 26, 56). Ani jeden nie został po Jego stronie. Jak drogocenne jest to, gdy podczas umierania chrześcijanina, wokół zgromadza się ukochana rodzina. Ale Jezus został opuszczony w cierpieniu śmierci. On cierpiał i umarł sam. Niektórzy z nas przeżyli, jak silnym dotknięciem jest, gdy wszystko - pracę, troskę zainwestujemy w ulubionego człowieka, a na końcu spotykamy się ze wzgardzeniem.
Strona 3
Przedstaw sobie sytuację, że jesteś wiele lat ze swoją żoną. Byliście dla siebie nawzajem i kochałeś ją jak swoje własne serce. Leżysz chory na nowotwór w szpitalu i umierasz. Twoje dzieci nie przychodzą i nie pozwalają o sobie nic usłyszeć. Ale jeszcze gorsze jest to, że twoja ukochana żona też się nie pojawia. Ona zostawia ciebie samego. Jakie to musi być dotkliwe! Jak dużo łez tam popłynie. Jak Jezus bardzo miłował ludzi, On ich odwiedzał, uzdrawiał, posilał, wzbudzał z umarłych a na końcu oni wołali: "Ukrzyżować Go, ukrzyżować Go!" Co musiała wycierpieć dusza naszego Pana! Ale więcej jeszcze, ponieważ daleko gorsze niż opuszczenie przez najlepszych przyjaciół, było odwrócenie się Jego ukochanego, niebiańskiego Ojca. On był przecież dla Jezusa całkowitą miłością. Bliskość z Ojcem i wspólnota z Nim była najgłębszą radością Jego serca w całym ziemskim życiu. Czy możemy wyobrazić sobie Jezusa bez Ojca – któremu służył, był poddany i czynił Jego wolę? Ale na krzyżu musiał Zbawiciel na końcu zawołać: "Eli, Eli, lama sabachtani! Co znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś nie opuścił?"(Mateusz 27, 46). Tam Jezus był całkiem sam. Teraz był nawet odcięty od wewnętrznej wspólnoty ze swoim Ojcem, który był zawsze taki słodki, pełen pociechy i stanowił niezmienne źródło mocy akurat też w trudnych czasach. Zbawiciel został opuszczony, nawet przez swego umiłowanego Ojca. Jezus niósł brzemię naszych grzechów i hańby, dlatego Ojciec nie mógł na Niego patrzeć, ponieważ: "Twoje oczy są zbyt czyste, aby mogły patrzeć na zło"(Habakuk 1, 13). Tak Jezus niósł całkiem sam nieograniczony ciężar winy milionów grzeszników. Jaka była to pokutna ofiara zadośćuczynienia!!!
Jezus niósł gniew Boży
Ale my nie jesteśmy jeszcze na końcu, ponieważ tam jest aspekt Bożego gniewu. Zbawiciel też go dźwigał, ponieważ nie możemy zapomnieć, że Bóg od początku był rozgniewany na grzech człowieka, dlatego powiedział: "nienawidzę zachowania się odstępców, nie przylgnie ono do mnie! (Psalm 101, 3). Już często słyszałem jak ktoś powiedział: "Bóg nienawidzi grzechu, ale miłuje grzesznika". Ten pogląd nie jest zgodny z biblijnym orzeczeniem, ponieważ Bóg miłuje wprawdzie pokutującego grzesznika, ale zbuntowanego grzesznika nienawidzi. Jeśli chcesz chodzić drogą w sprzeczności z Bogiem i Jego świętymi przykazaniami, wtedy nie możesz przy Nim zostać. Dlatego w słynnym Psalmie 90 jest powiedziane: "Tak i my giniemy od gniewu twego, a srogością twoją jesteśmy przerażeni" (werset 7). Dla świętego i sprawiedliwego Boga grzech jest takim skandalem, że wywołuje Jego święty gniew. Niektórzy w ogóle nie uważają za dobre mówić o gniewie Bożym. Ich Bóg, w którego chcą wierzyć nie jest gniewny. Oni uważają myśli o Bożym odwecie za niepogodzenie się z godnością ludzką, jak mówią. Ich Bóg jest tylko Bogiem miłości a nigdy Bogiem gniewu. Jeśli jednak chcemy uczciwie obchodzić się z Biblią, to potwierdza się, że mówi ona dokładnie o gniewie Bożym nie tylko tu czy tam, ale czyni to masowo - a w Nowym Testamencie nawet jeszcze precyzyjniej niż w Starym Testamencie. W Objawieniu jest mowa o gniewie Baranka i o plagach gniewu, które Wszechmocny Bóg wyleje na ludzką złośliwość. Bóg przyjdzie sądzić ludzi za ich niepowściągliwość i hańbę. Będzie rozpostarty cały pasaż, aby opisać nieprzekupną, Bożą istotę.
Ap. Paweł rozpoczął swój potężny List do Rzymian aspektem Bożego gniewu i napisał: "Ty jednak przez zatwardziałość swoją i nieskruszone serce gromadzisz sobie gniew na dzień gniewu i objawienia sprawiedliwego sądu Boga" (Rzymian 2, 5). Ale w Liście do Rzymian 5,9 czytamy też radosne przesłanie Ewangelii: "Tym bardziej więc teraz, usprawiedliwieni krwią jego, będziemy przez niego zachowani od gniewu". My zasłużyliśmy na Boży gniew, ale cieszmy się z Jego miłosierdzia.
Strona 4
"Gdyż Bóg nie przeznaczył nas na gniew, lecz na osiągnięcie zbawienia przez Pana naszego Jezusa Chrystusa" (1 Tesaloniczan 5,9). Chciałbyś być wspólnikiem tego Bożego miłosierdzia? Chciałbyś rozumieć, jaką cenę za wynagrodzenie szkód zapłacił Jezus, żebyś nie był dłużej obwiniany? Kara leży na Nim, po to, żebyś mógł mieć pokój. Boże bądź łaskaw grzesznemu, abyś dziś czynił pokutę i mógł się nawrócić, aby stać się wspólnikiem wiecznego pojednania, które Jezus Chrystus dla ciebie i dla mnie nabył. W imieniu Jezusa. Amen.
Pobierz PDF | *Przekład z języka niemieckiego | ARKA TV