ARKA TV
ARKA TV - Kazania Online

Błędne rozumienie Bożej cierpliwości*

TV - Program z 25.11.2007 (Nr. 758 W 1) - Pastor Wolfgang Wegert

Kazanie: "PAN nierychły do gniewu i bardzo łaskawy, przebacza winę i występek, choć nie pozostawia bez kary"     (4 Mojżeszowa. 14, 18)

Poznaliśmy już, co oznacza Boża sprawiedliwość. Mianowicie zawsze polega na tym, że Bóg, jako nasz Stwórca wyznacza wcześniej to, czego mają się trzymać ludzie. To znaczy, Boże prawo jest najwyższym stopniem wyrażenia Jego sprawiedliwości. Kto się tego trzyma, jest sprawiedliwy. Natomiast ten, kto to łamie, jest niesprawiedliwy - a to pociąga za sobą karę. A kara za naruszenie prawa Bożego, zawsze oznacza śmierć. Ustanowił to Wszechmocny Bóg: "Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć" (Rzym. 6, 23). Zawsze możemy słyszeć oskarżenia, że Bóg jest za twardy, jeśli prowadzi ludzi za grzechy- do śmierci i potępienia. Czy musi od razu przychodzić z taką maczugą? Ludzie, którzy zadają takie pytania, nie zrozumieli jeszcze, jakim jest skandalem grzech dla Boga! On dał, nam, ludziom, najwyższy przywilej, noszenia Jego podobieństwa. Uczynił nas tylko trochę niższymi od Aniołów i zaufał, dając pod panowanie całą Ziemię. My nie jesteśmy kretami, muchami, gąsienicami albo myszami. Nie, my jesteśmy ludźmi, koroną stworzenia, w postaci rozsądku i odpowiedzialności. Jednak to właśnie my jesteśmy tymi, którzy przekształcili naszą planetę w arenę zła. Zdradziliśmy całe dzieło stworzenia i Stwórcę. Odmawiamy Bogu pierwszeństwa, zamiast za wszystko dziękować. Mówimy "nie" w naszej arogancji. Mówisz może: "Boże, twoje prawo nie jest dobre. Moja opinia na ten temat jest lepsza niż twoja! Twój autorytet mnie nie dotyczy. Nie jestem pod twoim dozorem. Mam prawo robić to, co chcę. Nie możesz mi rozkazywać."

I jeśli Bóg w swej sprawiedliwości stawia koniec tym złym działaniom, wtedy jeszcze się oburzamy, żalimy na Niego i nazywamy Go bezlitosnym, niesprawiedliwym i żądnym kontroli. Jakie świętokradztwo! Ale: "Nie błądźcie, Bóg nie da się z siebie naśmiewać: albowiem, co człowiek sieje, to i żąć będzie" (Galacjan 6, 7). On jest i zostanie sprawiedliwym i: "nie pozostawi nikogo bez kary" (2 Mojż. 34, 7). Nasz grzech nie jest tylko zdradą i zmówieniem się przeciwko samemu Bogu, lecz jest także zbrodnią wobec naszych bliźnich. Grzech zawsze jest przejawem przemocy wobec naszych bliźnich. Nie jest to żadne abstrakcyjne twierdzenie. Nie, moimi grzechami zadaję innym ludziom ból, ranię ich, plądruje Boga, obrażam ich, niszczę ich reputację, okradam ich z jakości życia, niszczę ich marzenia, dążenia, nadzieję i szczęście. Jeśli obrażam Boga moimi grzechami, wtedy jednocześnie obrażam także wszystkich ludzi, którzy noszą w sobie Jego podobieństwo.


Strona 2

Czy jeszcze się dziwimy, że Bóg tak poważnie traktuje grzech i przekroczenia? Wieczna sprawiedliwość Boża zakorzeniona jest w Jego świętej istocie i Jego czystości tak, że nie może pogodzić ze sobą żadnego grzechu. Dlatego, że jest On święty, musi odrzucić, skazać i potępić tego, który krnąbrnie trzyma się mocno grzechu.

Powolny do gniewu

Powstaje, zatem naturalnie pytanie: Dlaczego wszyscy grzeszący ludzie nie umierają natychmiast? Adam na przykład nie umarł wcale w tym samym dniu, w którym zgrzeszył, lecz żył dalej i to - według przekazu Biblijnego - jeszcze 800 lat. Cielesna śmierć od Adama i Ewy nie następuje natychmiast, ponieważ Bóg chciałby pokazać jeszcze raz swoją wielką cierpliwość i miłosierdzie. Chce On pozwolić na pracę łaski w ich sercach. Dlatego mówi Słowo Boże: "PAN nierychły do gniewu i bardzo łaskawy przebacza winę i występek, choć nie pozostawia bez kary" (4 Mojż. 14, 18). Dlatego, że Bóg jest powolny do gniewu, wielu ludzi wierzy, że Jego sąd wcale nie nadejdzie, Wielu myśli, że dzięki Jego powolności nikt nie będzie ukarany. Zwykle ludzie w swoim życiu są tak zamieszani w grzech, że dawno już powinni otrzymać karę śmierci. To, że jeszcze tak się nie stało, związane jest z niezasłużoną Bożą dobrocią. Jeśli Bóg postąpiłby według swojej sprawiedliwości, wszyscy ludzie musieliby na miejscu umrzeć i być na wieki zgubionymi. Ale w swoim miłosierdziu przedłuża i opóźnia swój sprawiedliwy wyrok. Dzisiaj właściwie jest to tak bardzo niepojęte, że gdy wydarzają się tragedie, oburzeni ludzie pytają: "Jak Bóg może do tego dopuścić? Prawdopodobnie ty też kiedyś tak mówiłeś, ale zapomniałeś, że jest to zupełnie fałszywe pytanie. Nie powinieneś pytać, jak Bóg mógł do tego dopuścić, że ludzie giną tu i tam, lecz jak Bóg pozwala, że ty jeszcze żyjesz. Ponieważ właściwie powinieneś umrzeć jak ci inni.

Wieża Syloe

W czasach Jezusa zawaliła sie tak zwana wieża Syloe i zabiła 18 ludzi. Wszystkie usta mówiły o tym okropnym wydarzeniu, podobnie jak mówią ludzie dzisiaj, gdy zdarzy się jakaś katastrofa. I powstało tam natychmiast, to ukryte oskarżenie: jak Bóg mógł do tego dopuścić. Ci zabici byli tylko przechodniami idącymi wzdłuż ulicy. Nie mieli żadnych złych zamiarów, nie zaczepiali przechodniów, ani nie próbowali kogoś obrabować. Należeli do tak zwanych "niewinnych", którzy byli po prostu w złym miejscu i złym czasie. Oczekujemy teraz na to, że Jezus okazał współczucie, ale On tego nie uczynił. Zamiast tego powiedział krótko:, "Jeżeli się nie upamiętacie, wszyscy tak samo poginiecie" (Łukasz 13, 5). Co to znaczy? Dla Jezusa było jasne, że ta tragedia stała się dla zabitych- sprawiedliwym sądem Bożym. I było też dla niego jasne, że ci, którzy wyszli z tego cało, również zasłużyli na podobny sąd. Dlatego, to fałszywe pytanie nie powinno brzmieć:, "Dlaczego ci biedni zostali zabici?", lecz: "Jak to jest możliwe, że ja przechodzę dalej?" To znaczy, że ci, którzy są uratowani również zasługują sobie na taką katastrofę i to, że mogą jeszcze żyć, powinno ich skłonić do tego, aby spojrzeć na niezasłużoną dobroć Boga. W dzisiejszym dniu te zasady są tak postawione na głowie, że robi się tak, jakby Bóg był nam winnym życia i jeśli się za nas już zabiera, wtedy dzieje się taka straszna niesprawiedliwość. Z Biblijnego punktu widzenia oznacza to, że czas dobroci i cierpliwości Bożej kończy się i Pan zrobi wszystko, by okazać na nowo swe panowanie. Czy jest w tym coś złego? Nie, jednak człowiek stawia swojego Stwórcę na ławie oskarżonych, jakby Boża dobroć była przedmiotem osądzania.

Nieporozumienie

Amerykański teolog R. C. Sproul opowiedział historię o swoich 250 studentach, którzy uczestniczyli w jego zajęciach. Wyjaśnił im, że pierwszą pracę, którą od nich wymaga, mają dostarczyć na jego biurko 30 września i nie będzie żadnego przedłużonego terminu. Kto jej nie dostarczy w terminie otrzyma- 1. Studenci potwierdzili, że zrozumieli jego zalecenie.


Strona 3

Jak wielu studentów, myślicie, oddało prace w wyznaczonym terminie? Z 250 studentów prace oddało tylko 25 osób. Reszta miała wyrzuty sumienia i dygotała ze strachu narzekając: "Panie profesorze, tak nam przykro. Nie podzieliliśmy odpowiednio naszego czasu. Prosimy niech pan nam nie stawia złej oceny. Niech nam pan da jeszcze trochę czasu." Dr. Sproul zgodził się na ich prośbę i dał im dodatkowy czas. Jednocześnie napomniał, żeby następną pracę oddali 31 października. Studenci naturalnie byli z tego powodu bardzo wylewni w swojej wdzięczności i serdeczności i zapewnili, że będą punktualni w następnym terminie. Przyszedł potem ostatni dzień października. I z 250 studentów swoje prace przyniosło tylko 50 osób. Reszta natomiast przyszła z pustymi rękami. Byli trochę nerwowi, ale nie panikowali. Zapytani o ich prace, odpowiadali ze skruchą: "O, panie profesorze, jesteśmy pośrodku różnych kursów. Mamy dostarczyć prace wszystkim profesorom. Prosimy niech nam pan da jeszcze jedną szansę. Obiecujemy, że to się już nigdy nie zdarzy!" Docent ustąpił znowu i powiedział: "To jest ostatni raz. Następny termin to 30 listopad, potem już nie będzie żadnego przepraszam i będziecie mieli nieodwołalnie 1-dynkę, czy zrozumieliście?" "Tak, panie profesorze! Jest pan wspaniały! Jest pan najlepszy - głośno cieszyli się studenci." Jak myślicie, co się wydarzyło 30 listopada? Z 250 studentów, pisemne prace oddało w terminie 150 osób. Pozostałych 100 beztrosko spacerowało po sali. Ale wtedy profesor, zdecydowanie przeszedł od swojej cierpliwości do sprawiedliwości. I stu leniwych studentów otrzymało do indeksów swoje 1-dynki. Powinniście zobaczyć tych, którzy nie złożyli prac w terminie. Ten zewnętrzny gwałt wywołał szalony protest. Studenci krzyczeli: "To nie fer, to niesprawiedliwe, nie może pan tego zrobić."

Jak mogło, tych stu studentów poczuć się niesprawiedliwie potraktowanych? Oni oczywiście szybko przyjęli łagodność swojego profesora, ale gdy nagle nastąpiła jego sprawiedliwość, nie byli na nią przygotowani. Był to szok dla nich i pokazali swoje wielkie obrażenie. (R. C. Sproul. Boża świętość, Wydawnictwo szwajcarskie, Marburg an der Lahn, 1989. Str. 78-80). Wielu ludzi postępuje z Bogiem tak, jak ci studenci ze swoim profesorem. Nie oddają Bogu swojej pracy i nie trzymają się tego, czego Stwórca od nich oczekuje, lecz łamią i kopią nogami Jego święte przykazania żyjąc w sprzeczności z Bożą wolą. Zamiast wysławiać Go, jako ich Boga i Stwórcę i dziękować mu za życie, to myślą, że mają prawo wymagać od Boga dobroci i łagodności. Nie powinno być dziwne dla nas to, że Bóg nas upomni od czasu do czasu szokiem, żebyśmy mieli do Niego prawdziwy stosunek i szacunek i żebyśmy zrozumieli, że Bóg nie jest niesprawiedliwy, lecz że to my się minęliśmy z prawdą i wszyscy przed Nim jesteśmy winni (Rzym. 3, 19). Być może ty także źle rozumiałeś w swoim życiu Bożą powolność i cierpliwość. To było nieporozumienie. Zatem proś Boga o to, żeby nie postąpił z tobą według swojej sprawiedliwości, lecz według swojej łaski, którą podarowuje tobie w Jezusie Chrystusie! Amen!


 Pobierz PDF | *Przekład z języka niemieckiego | ARKA TV